wtorek, 14 stycznia 2020

Mówią, że po burzy zawsze wychodzi słońce..

Nie wiem nawet jak zacząć, ani od czego.
Więc może zacznę tak, część z Was mnie kojarzy z mojego poprzedniego bloga.
Co u mnie?
Powiem wam, że strasznie dużo się zmieniło od maja 2019. Zdałam maturę. Wyprowadziłam się od rodziców przez pierwsze 6 miesięcy mieszkałam z narzeczoną w Polsce, aktualnie leci trzeci miesiąc odkąd przeprowadziłam się do Niemiec.
Nauczyło mnie to nie płakać za "przyjaciółmi" i otworzyło mi oczy jak szybko można zapomnieć o kimś, owszem tęsknie za osobami które nazywałam dobrymi kolegami, lub nawet przyjaciółmi ale przestałam się pchać tam gdzie mnie nie chcą.
W między czasie zaadoptowałam pieska którego teraz sąsiedzi chcą mi odebrać. Jestem w trakcie walki z miastem bym mogła psa zatrzymać, co z tego wyjdzie nie wiem ale wiem jedno nie ważne jaki wyrok zapadnie nie oddam mojego psiaka, najwyżej wrócę z nią do polski. Przez tą imformacje czuje się jak bym dostała obuchem w głowę, nie mogę się na niczym innym skupić niż to, że ludzie są tak zawistni by chcieć skrzywdzić niczemu nie winne zwierze.
Pracuje. W tej części mojego życia też się nie układa, wymagają ale nie tłumaczą, bo po co to przecież polka i tak nas nie zrozumie, potem są wielce zdziwieni, że jednak jestem w stanie z nimi porozmawiać. Produkuje karty bankowe i inne takie.
Co z moją dietą i Aną?
Przez ten czas siedziała gdzieś zamknięta w środku mnie, od czasu do czasu dawała o sobie znać. Ale mimo wszystko zawsze była. I jest, pozwoliłam jej w końcu wyjść na zewnątrz,
  I znowu mnie woła. (Bez)smaku śmierci świadoma. 
Lecz tym razem nie krzykiem lecz szeptem. 
Będziesz chuda szepcze słodko.
 Będziesz chuda choć możesz umrzeć idiotko.




Podsumowując różnie u mnie bywało raz lepiej raz gorzej, ale wyciągnęłam z tego kilka ważnych wniosków. Drogie motylki to, że jakieś drzwi się za wami zamkną wcale nie oznacza tego, że to już koniec i nigdy już dobrze nie będzie, jedne drzwi się zamykają po to by drugie mogły się otworzyć. Życie pisze różne scenariusze, i zaplanowało nam taki los, żeby nauczyć nas możliwe jak najwięcej. Gdy się upada, nie oznacza to od razu przegranej, przegrywamy wtedy gdy się poddamy.

~A jak tam u was motylki? Opowiedzcie mi o czymś, może to być totalnie pozytywna rzecz, bądź coś co was mega boli, cokolwiek. 
Bilans:
Śniadanie: Jabłko(118g)
II Śniadanie: Kawa z mlekiem(40ml mleka)
Kolacja: 2 takie al'a kromki chleba (64g)
Papryka(142g)
Ogórki konserwowe (94g)
Serek light do smarowania chleba (10g)
Łącznie 291kcal

6 komentarzy:

  1. hej, ja znam język i nie mam problemu z porozumieniem się gdzie kolwiek i z kim kolwiek, rozumiem wszystko xD
    Trzymaj przyda się!
    Bilans mi się średnio podoba jeżeli mam być szczera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję sytuacji z pieskiem i w pracy, oby wszystko się ułożyło. Bilans piękny, naprawdę <3 Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam taką sytuację że odkupiłam psa nad którym właściciele się znęcali a później chcieli mi go odebrać bo zmienili zdanie, ja się nie zgodziłam więc zaczęli mnie niesłusznie zgłaszać np. mówiąc że trzymam psa w zimie na łańcuchu (gdzie to rasowy drobny piesek), wszystko skończyło się dobrze ale przez to doświadczenie mogę powiedzieć że trochę wiem co czujesz i jakie to przykre. Nie daj się, pies to najlepszy przyjaciel człowieka... Bilans ładny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój boże, co to za bezduszni ludzie byli? :( ja miałam podobna sytuację również, całe życie miałam jednego psa (owczarek niemiecki, odszedł że starości parę dni przed świętami) był dla wszystkich w domu jak i dla dalszej rodziny jak członek rodziny. A parę lat temu, na olx znalalazlam ogłoszenie że pewna pani odda yorka, bo wyjeżdża za granicę, a jeśli nikt go nie weźmie do końca tygodnia to go po prostu podrzuci pod schronisko. Myślałam, że szlak mnie trafi. Od tamtej pory ten maluch mieszka ze mną i stał się kolejnym, nieplanowanym członkiem rodziny :)

      Usuń
  4. Ja maturę z matmy poprawiam w maju i zaraz po niej wyjeżdżam do męża. W Niemczech będziemy mieli 2 psiaki.:D Jeden juz tam jest, drugi dojedzie ze mną, ale najpierw paszport i chip wedle ich prawa. Mam obawy, jadę pod względem pracy w ciemno. Język rozumiem, pogadać coś powiem, ale chciałabym płynnie bez zatrzymywania się tak jak mój mąż.:P W pracy w Niemczech byłam jak miałam 18 lat, taka praca barmanki, więc trochę tego świata poznałam. Teraz zobaczymy co przyniesie czas, ale czuję, że będę tam szczęśliwsza, nawet jeśli zostawię tutaj wszystkich na miejscu.

    Piękny bilans, gratuluję i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o proszę, a ja maturę piszę w maju po raz pierwszy. Matma jest najgorsza... Życzę nam powodzenia! :D

      Usuń